Oświata niepubliczna w Olecku: Czy władze podejmą działania czy pozostaną biernymi?
„Przystanek Olecko” – to rozsławiona na całą Polskę impreza, z którą często kojarzy się to miasto. Czy ów „przystanek” pozostanie kojarzony nie tylko z cyklem spotkań artystyczno-rekreacyjno-integracyjnych ale również z swego rodzaju zastojem, z miejscem w którym jak mówi etymologia słowa oczekuje się na pewne rzeczy, rozumiane tutaj jako czekanie na reakcję i działania Rady Miejskiej? Miejsce w którym można wsiąść i wysiąść, a nawet być wysadzonym jako niechciany pasażer linii np. kolei? Tym niechcianym pasażerem w moim odbiorze jest niepubliczna oświata, nie mieszkańcy i rodzice a sam fakt jej istnienia i funkcjonowania.
Można również odebrać to hasło jako odpoczynek podczas pokonywanej drogi. W Olecku na sesji należy przystanąć, dogłębnie się pochylić, na spokojnie wszystko przeanalizować, zbadać i nie ważne, że już dwa przedszkola niepubliczne się zamknęły i jedynym działaniem ratującym jest podjęcie uchwały w sprawie zwiększenia dotacji do 90%. Niech zamkną się kolejne, bo są radni, którzy potrzebują więcej czasu, czyli owego przystanku, odpoczynku by podjąć przemyślaną decyzję. Wspomnę tylko, że sytuacja jest im znana od stycznia br., ile więc potrzeba analiz, prezentacji i wykresów? Gdyby tak działały prężne firmy i korporacje, przestałyby istnieć.
Marzę o tym, by ta łatka nie przyjęła się na stałe i była jednak symboliką ciekawych cyklicznych wydarzeń. Pragnę zaznaczyć, że miasto tworzą ludzie. To oni decydują jak się w nim żyje mieszkańcom i przedsiębiorcom. To oni nadają bieg rozwojowi miasta. Olecko jako miejscowość turystyczna ściąga rzeszę zwiedzających żądnych relaksu, odpoczynku i szeregu imprez rozrywkowo – kulturalnych. Niemniej czy priorytetem nie powinni być ludzie zamieszkujący te tereny, płacący podatki i posiadający potrzeby, choćby takie jak wybór ścieżki edukacyjnej dla swoich dzieci, możność decydowania o podstawowych aspektach życia rodzinnego – takich jak: wybór żłobka, przedszkola czy pozostawienie dziecka w domu?
To tak trochę jakby Urząd Miasta przegłosował, żeby na śniadanie wszyscy mieszkańcy kupowali chleb, bo bułki są droższe i po prostu ma być chleb i koniec kropka. Zdaję sobie sprawę, że przerysowując i karykaturalnie pisząc o pieczywie ściągnę szereg komentarzy. Jednak trochę tak odbieram sytuację tych instytucji. Porównanie zawsze lepiej obrazuje trudną sytuację, która nie dla wszystkich jest do końca jasna. Bułka (przedszkole niepubliczne) jest oszczędnością dla gminy. Gmina w skali roku przy aktualnej liczbie dzieci oszczędza ponad 1 milion złotych do budżetu miasta. Na ostatniej sesji padło pytanie o tę kwotę do wszystkich decydujących i opiniujących uchwały. Czy gmina Olecko nie potrzebuje tych pieniędzy? Bo, jak twierdzi Pan burmistrz, nie stać gminy na zwiększenie kwoty dotacji i musiałaby zaciągnąć kredyt, tylko jak go spłacić . W tym miejscu, przypomnę, że przedszkola zwracają się o zwiększenie kwoty dotacji do 90% – a Pan Burmistrz w swojej prezentacji mówi, że ma propozycję dla mieszkańców, że przyzna 100%, pod warunkiem, że przedszkola niepubliczne będą pobierać opłatę od rodziców w wysokości zaproponowanej i ściśle określonej przez Pana Burmistrza. Ha!
To jak jest końcu z tymi bułkami? Można je jeść czy nie? Oczywiście, że tak ale tylko na zasadach określonych przez gminę. Trochę dziwi, a nawet niepokoi mnie fakt próby totalitarnego zawładnięcia budżetami małych niepublicznych przedszkoli. Przecież to one najlepiej znają swoje wydatki, koszty i sytuację. To one zaciągały kredyty, na utworzenie miejsc przedszkolnych, których nie mogą spłacać z dotacji. Co więcej sytuacja każdego przedszkola jest inna i każde zgodnie z obowiązującym prawem samo winno decydować o wysokości pobieranej opłaty od rodzica. Uchwała w sprawie określenia czesnego pobieranego od rodziców w przedszkolu niepublicznym w mojej ocenie byłaby niezgodna z obowiązującymi przepisami prawa. Jasnym jest, że to umowa pomiędzy rodzicem a organem prowadzącym, którym w większości przypadków jest właściciel przedszkola, stanowi o wysokości opłaty stałej. W tej umowie przedstawiciele Urzędu nie są stroną mogącą określać tą stawkę.
O niebotycznych kwotach, które musiałby znaleźć samorząd na stworzenie nowych miejsc dla przedszkolaków, w zamian za te które za chwilę znikną wspominała mecenas Beata Patoleta Kancelaria Adwokacka Adwokat Beata Patoleta. Wykładając i wyjaśniając realia funkcjonowania niepublicznej oświaty, Pani mecenas wskazywała na inne czynniki obniżające i generujące już nie milionowe a kilkudziesięcio milionowe środki pozostające w dyspozycji gmin. Mowa tu o środkach unijnych, które nie są wliczane w środki bieżące funkcjonowania przedszkoli, kosztach poniesionych na dostosowanie budynków bądź ich budowę, opłaty ponoszone przez rodziców i wiele innych. Czyli mieszkańcu Olecka jedz bułki ale lewą nogą układając język w rurkę. Dokładnie tak absurdalnie oceniam rzeczywistość kreowaną w Olecku.
Jest jednak nadzieja, że bułki nie znikną z półek w Olecku. Pan przewodniczący na prośbę radnych ogłosił, że 7 lipca odbędzie się sesja nadzwyczajna w sprawie wspomnianej uchwały. W sprawie niby jasnej i klarownej a jednak wymagającej „przystanku”.
Tu w pięknym Olecku logika, matematyka i decyzyjność ludności nabierają innego wymiaru. Czy to sprawa pięknych mazurskich jezior, czystego powietrza, użytej mąki a może czegoś innego? Z tym pytaniem pozostawiam Państwa, pozostając w mieście kojarzącym mi się od piątku z pieczywem – mamy przynajmniej wolność interpretacji.
Obserwator wydarzeń, Członek OZPN
